Wtorek 30 grudnia minął pod znakiem wielu zamieci śnieżnych, które przechodziły nad Polską przez cały dzień. Po południu musiałem odbyć szybki kurs do Piły, gdzie przez ponad 100 km trasy mierzyłem się ze śniegiem na ulicy. Muszę przyznać – trasa była dość trudna i męcząca. Jednak już w drodze powrotnej wieczorem w wielu miejscach zaczęły się prześwity i można było ujrzeć coraz więcej gwiazd. Gdy dotarłem do domu po godzinie 21:00 niebo było już całkowicie bezchmurne, dodatkowo tego wieczoru miał nastąpić tranzyt Ganimedesa na tle Jowisza (około godziny 23:00).

Nie pozostało mi nic innego jak przygotować sprzęt i rozstawić się na podwórku. Po załadowaniu okularów APM 12,5 mm do lornety kątowej APM 82/90 ED spojrzałem najpierw na gwiazdę Polaris wraz z pierścionkiem, aby potwierdzić prawidłową kolimację. Potem przyszedł czas na Jowisza. Było chwilę przed godziną 23:00 i księżyc Ganimedes zbliżał się coraz bliżej do tarczy planety. W międzyczasie zerknąłem jeszcze tradycyjnie na M42 w Orionie – mgławica pomimo blasku Księżyca prezentowała się bardzo przyzwoicie. Bez problemu można było rozbić gwiazdy na cztery składniki w trapezie. Po chwili spojrzałem również na gromadę M35, która ukazywała dość sporą ziarnistość. Następnie była gromada NGC 2244, a nieco wyżej gromada otwarta Choinka NGC 2264, która posiada niezliczoną ilość bombek na swoim drzewku. Nie zabrakło także typowo zimowych akcentów, czyli gromady M41 pod Syriuszem, a także Zimowego Albireo 145 CMa i pobliskich gromad.
W końcu przyszedł czas na tranzyt Ganimedesa. Wiadomo, że lornetka to nie jest instrument optyczny do oglądania planet, ale pomimo to przy powiększeniu w okolicy 40x było bardzo dobrze widać zbliżający się księżyc do Jowisza. Tuż po godzinie 23:00 można było już dostrzec wyraźny cień na tarczy planety. Sam księżyc po wejściu na tarcze już nie był tak dobrze widoczny, jego blask zlewał się z Jowiszem. Bardzo ładnie prezentowały się natomiast dwa pasy na Jowiszu.
Można śmiało stwierdzić, że lorneta kątowa w niewielkich powiększeniach również nadaje się do sporadycznych obserwacji planet w bardzo szerokim ujęciu, co oczywiście ma swój klimat. Po tranzycie spojrzałem jeszcze na gwiazdę Kastor, gdzie od razu można było dostrzec składniki A i B. Nie były one idealnie rozdzielone, ale separacja 6 sekund była dostrzegalna i od razu widać było, że są tam dwa elementy – gwiazdy, które w powiększeniu w okolicy 40x nieco nachodziły na siebie, przyćmiewały się nawzajem blaskiem, ale mimo to dawały o sobie znać.
Następnie postanowiłem zapolować na gwiazdę VY Canis Majoris (VY CMa), czyli jedną z największych gwiazd jakie możemy dostrzec na naszym niebie (bodajże trzecia na liście największych). Ze względu na odległość gwiazda ta nie jest widoczna gołym okiem, ale sama świadomość że spoglądamy na takiego olbrzyma potrafi pobudzić wyobraźnię.
Temperatura tej nocy nie sprzyjała, około -3 stopnie i zimny wiatr, który potęgował uczucie zimna. Dość szybko zmarzłem i chwilę przed godziną 1:00 zakończyłem obserwacje. Myślałem że w 2025 roku już nic mnie nie zaskoczy, tym bardziej że za chwilę Sylwester. Jak się okazuje były to kolejne (spontaniczne) obserwacje (jeszcze) w tym roku, które postawiły kropkę nad i. Dopełniły bogaty kalendarz obserwacyjny z grudnia, który zapisał się już jako rekordowy pod względem udanych obserwacji i pogodnych nocy. Szczerze nie pamiętam tak dobrego grudnia.
ps. przechodzące tego dnia zamiecie śnieżne nad Polską tak oczyściły powietrze, że można było łapać obiekty zlokalizowane tuż nad horyzontem i to pomimo blasku Księżyca. Miałem wrażenie, że wszystko co możliwe zostało przewiane. Gdyby tej nocy nie było widocznego Księżyca mielibyśmy chyba jedną z najlepszych nocy dla obserwacji DS w sezonie. Niestety nie można mieć wszystkiego ; )
Do następnego razu!
Pozdrawiam!