To była bardzo długa przerwa od obserwacji w terenie. Nie skłamię jeśli powiem, że trwała blisko 2 miesiące. Oczywiście zdarzały się pojedyncze epizody w pobliżu, ale na typowy wyjazd obserwacyjny przyszło mi czekać zdecydowanie dłużej.
Na Folwark wybraliśmy się razem z Michałem. Pomimo trwających białych nocy niebo zapowiadało się bardzo dobrze. Już na wstępie przywitały nas ciągnące się wzdłuż horyzontu obłoki srebrzyste, które tworzyły wdzięczny klimat na tle jeszcze jasnego północnego nieba.


Przez ten czas nieobecności dużo się u mnie działo w zakresie roszad sprzętowych. Nie mam już lornet APM, zarówno kątowej, jak i prostych. Wiosenny zlot astronomiczny w Bieszczadach sporo namieszał, czasami lepiej unikać takich spotkań : ) Obecnie są ze mną lornetki Nikon, a dokładniej modele: 7×50 SP, 10×70 SP i 18×70 (Astroluxe) – ciekawe na jak długo? Do tego dołączyły dwa klasyki porro, modele 8×30 EII i 10×35 EII, które używam głównie za dnia, ale na obłokach srebrzystych sprawiły się równie dobrze. Nie będę pisał recenzji tych lornetek, każdy z czasem na pewno sam wyłapie w tekstach pewne spostrzeżenia odnośnie tych modeli.
I tak na Folwarku po jednej stronie horyzontu mogliśmy podziwiać obłoki srebrzyste, a po drugiej stronie na południu liczyć gwiazdy w M6 i M7 tuż nad linią lasu (oczywiście przez lornetkę). Tej nocy warunki były wyborne. Tak naprawdę rzadko doświadczamy takich obserwacji nawet podczas „ciemnych nocy”. Jeśli pojedyncze gwiazdy są do dostrzeżenia między drzewami lasu to wiedz, że to jest TA noc.
Najlepiej gromady M6 i M7 w Skorpionie prezentowały się w lornetkach powyżej 10x, w moim przypadku był to Nikon 18×70 Astroluxe. Szerokie pole widzenia okularów, odpowiednie powiększenie i 70 mm zrobiły swoje. Bardzo dobrze było również w TS Marine 15×70 od Michała, tutaj można było też dodatkowo złapać więcej oddechu w dawanych obrazach.

Potem przerzuciliśmy się na obiekty w Strzelcu, były kolejno Laguna, Koniczyna, Omega i Orzeł. Nie zabrakło także gromady kulistej M22. Fenomenalne obrazki.
Michał na Folwark zabrał ze sobą również nowy nabytek jakim jest lornetka SRBC 8×42. Dobre egzemplarze potrafią urzec i tak też było tym razem. Gdy tylko wpadłem w ogromne kosmiczne okno okularów lornetki to nie chciałem jej oddać. Ogromne pole widzenia zachwyca. Swobodne rozglądanie się po obiektach, a do tego dość stabilne w rękach powiększenie 8x zapewnia komfort i relaks dla oczu. Model 8×42 to takie uniwersalne optimum, pokaże już sporo, a jednocześnie nie przeraża wagą czy rozmiarem w podręcznych obserwacjach astronomicznych.
W między czasie obserwowałem jeszcze z lornetkami Nikon 7×50 SP i 10×70 SP – obydwie mają bardzo małe jak na dzisiejsze standardy pole widzenia okularów, bo zaledwie w okolicy 50 stopni. Natomiast jakość i ostrość gwiazd jest na tak wysokim poziomie optycznym, że z pewnością pokonuje tutaj modele SRBC, czy też klasyki Fujinona i APM. Gdy zbliżamy się do skraju pola można wręcz przeciąć gwiazdę na pół widoczną diafragmą ; ) Do tego kolory gwiazd – nasycone i w pełni oddające naturalne barwy. Źrenica wyjściowa 7 mm to już temat na osobny wątek.

Nim się obejrzeliśmy Andromeda była na tyle wysoko, że z łatwością mogliśmy podziwiać M31. Do tego gwiazda Mirach, czerwony olbrzym, który urzekał barwą. Niżej była jeszcze M33, która z łatwością wybijała się z tła.
Tej nocy zarys Drogi Mlecznej był znakomicie widoczny razem z wyróżniającą się wielką szczeliną, co nas nieco zszokowało – lipiec, białe noce, bliskość Poznania. Wykorzystaliśmy więc moment i z powodzeniem udało nam się wyłuskać dodatkowo kilka ciemnych mgławic w okolicy konstelacji Orła i Tarczy.
Na zakończenie zaliczyliśmy jeszcze wschód cofającego się rogalika między koronami drzew i tutaj lornetka SRBC nieco mnie zawiodła – widok był o wiele lepszy w Nikon 8×30 EII (chodzi o ostrość, odblaski, flary itp.). Gdyby tego było mało niedaleko naszych aut pojawiły się cztery młode lisy, które ewidentnie miały ochotę na zabawę i z każdą minutą były coraz bliżej. Jednym zdaniem – udane obserwacje 😉
Do następnego razu!
Pozdrawiam