Informacja o możliwej zorzy nad Polską totalnie mi umknęła, pomimo że kilka osób wcześniej wspominało o dość sporym wyrzucie masy koronalnej ze Słońca (CME). Zresztą, najróżniejsze wyrzuty pojawiały się ostatnio dość często i nic z tego nie było, co dodatkowo uśpiło moją czujność (i dokładną lekturę). I w sumie nawet tego wieczoru nie zaglądałem jakoś specjalnie w telefon. Całe szczęście jeszcze przed 22 chciałem napisać maila, a tam… setki powiadomień, wiadomości, zdjęć. Kilkanaście sekund później biegłem już do auta ; )
Po drodze zgarnąłem z szafy aparat, który leżał tam nieużywany chyba od wakacji, co skutkowało jedną rozładowaną baterią, a drugą na poziomie 40%. Myślałem, że oszaleje… Gdy wsiadałem do auta to już na parkingu ujrzałem ogromną zieloną poświatę na północy (a musicie wiedzieć, że w tym kierunku mam ogromną łunę Poznania, także to już sugerowało, że na niebie dzieje się naprawdę sporo i to jest TA noc).

Nie tracąc czasu ruszyłem za Mosinę na pobliskie pola, by obserwować choć trochę dalej z dala od miejskich świateł. Zatrzymałem się przy drodze z widokiem na lasy Wielkopolskiego Parku Narodowego. Po dojechaniu na miejsce moim oczom ukazało się zorzowe show w całej okazałości. Ogromna zieleń i róż na północy, a do z każdej strony nieba rozległe i długie pasy zieleni. To było coś, czego jeszcze w życiu nie widziałem.



Niestety przez dłuższą przerwę od aparatu straciłem sporo czasu na gramolenie się z jego rozstawianiem, podłączaniem grzałek, ustawianiem interwału i ostrości… Jak już wszystko zagrało to pozostało mi tylko zmieniać kierunek fotografowania, bo zorza była naprawdę z każdej strony. W zasadzie nie było wiadomo, w którą stronę patrzeć, aby widzieć to co najlepsze. I tak na północy mieliśmy stabilną zieleń, która przeplatała się różowymi filarami sięgającymi prawie po zenit. Do tego silne natężenie koloru różowego, który tworzył widoczne plamy barw na niebie. Najlepsze jednak działo się po drugiej stornie nieba, czyli na południu. W miejscu, w którym zorzy w Polsce w zasadzie widzieć nie powinniśmy. Tam rozległe zielone wstęgi falowały niczym na Islandii. Dynamicznie zmieniały swój kształt, pojawiały się i znikały. A potem znów to samo. Ich aktywność była tak zróżnicowana i szybka, jakbym patrzył na nocne zielone chmury podczas silnego wiatru. Ciężko to ubrać w słowa, po prostu trzeba to przeżyć. Magia. Magia to odpowiednie słowo, żeby oddać naturze to co stworzyła tej nocy na niebie.



W pewnym momencie główna część konstelacji Oriona razem z mgławicą M42 była skąpana w zieleni, a Galaktyka Andromedy M31 w czerwieni. Uwierzcie, tego nie da się odzobaczyć.
Punkt kulminacyjny pokazu trwał jakoś między godziną 22, a 23. Jeszcze przed północą zorza się ustabilizowała i uspokoiła. Zielone wstęgi zanikły i więcej nie powróciły. Można było już obserwować tylko (i aż!) zieloną i różową poświatę na północnym horyzoncie.

To była niesamowita noc, która dostarczyła wrażeń na poziomie zorzy polarnej z maja, czy też października 2024. Widoczna w najdalszych zakątkach Europy. Po niecałych 2 latach znów dane mi było ją zobaczyć w takiej skali. I nie tylko mi. Cieszę się, że tak wiele osób mogło doświadczyć tego zjawiska ponownie, a spora część pierwszy raz w życiu. Zagrało wszystko, czyli parametry zorzowe, bezchmurne niebo bez Księżyca i długa zimowa mroźna noc. Na pewno zazdroszczę obserwatorom z innych części kraju, którzy mieli w tym czasie u siebie pokrywę śnieżną. To musiał być widok jak w Norwegii! No dobra, ale nie ma co narzekać, niektórzy w tym czasie byli w pracy, a jeszcze inni spali. Gdybym sam to przegapił, chyba bym się psychicznie załamał ; ) Trochę żałuję, że nie obudziłem wtedy dzieci, aby mogły zobaczyć to wszystko na własne oczy, ale może będzie jeszcze kiedyś okazja?
Podczas powrotu do domu zdałem sobie po raz kolejny sprawę, że nocne niebo to dla mnie coś co mnie nakręca na 100%. Nieważne czy zorza, czy Droga Mleczna, czy po prostu obserwacje. Ważne, że jest kosmos. Pomimo zmęczenia i zimna czujesz taką radość, że zaczynasz gadać sam do siebie z uśmiechem od ucha do ucha.
Na koniec zostawiam Was jeszcze z pamiątkowymi zdjęciami z tej nocy, one oddają najlepiej czar i urok tej magicznej nocy.
Do następnego razu!
Pozdrawiam!