Kiedy po krótkim śnie zauważyłem, że wskaźniki zorzowe nadal znajdują się na wysokim poziomie od razu asekuracyjnie naładowałem baterie w aparacie do pełna ; ) Za oknem nadal bezchmurna pogoda, więc pozostało jedynie czekać na wieczór. Tym razem trzymałem rekę na pulsie i choć wiedziałem, że może być różnie byłem w pełnej gotowości.
Chwilę po godzinie 17 pojechałem na zachód od miejsca zamieszkania, aby możliwie jak najwięcej odciąć łunę Poznania. Zatrzymałem tuż przy granicy WPN (Wielkopolski Park Narodowy), w okolicy miejsca o urokliwej nazwie Trzcielińskie Bagno 😉 Na wycieczkę zabrałem również swojego syna, choć nie liczyłem na powtórkę z ubiegłej nocy.

Przed godziną 18 obserwowaliśmy przelot Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS, która mknęła ze strony zachodniej, gdzie niebo było jeszcze stosunkowo rozświetlone. Spojrzeliśmy na wykonane zdjęcia, a tam – charakterystyczny różowy pas – widać łuk SAR od zorzy – krzyknąłem. To było coś! Choć łuk niezauważalny gołym okiem to jego obecność dawała nadzieję, że zorza jednak się pojawi.



Niedługo potem na północy pojawił się charakterystyczny szarawy pas nad horyzontem, a na zdjęciach oczywista zieleń. Z każdą minutą stawała się ona coraz bardziej intensywna, aż w pewnym momencie stała się oczywistym elementem nocnego nieba. Na zdjęciach pojawiał się także róż i subtelne filary. Gołym okiem jednak niezauważalne, a szkoda – mimo wszystko okolica była jeszcze za jasna na takie wyzwania. Mimo wszystko syn bez problemu dostrzegł szarawy pas zorzy pierwszy raz w życiu, z czego bardzo się cieszył – krok do przodu! ; )


Na obserwacje mieliśmy tego wieczora niezbyt dużo czasu, jeszcze przed 19 wracaliśmy z powrotem, a na kolejną zarwaną noc nie miałem tym razem sił. Trochę żałuję, bo jak się okazuje około godziny 23 był kolejny substorm i to całkiem zjawiskowy! No niestety nie można mieć wszystkiego. W każdym razie taki początek roku 2026 na nocnym niebie to ja bardzo szanuję ; )
Do następnego razu!
Pozdrawiam!