Problemu z odszukaniem „pierwszej gwiazdki” na niebie w Wigilię w tym roku nie było. Wieczór okazał się być bezchmurny – pogoda dopisała. Jeżeli ktoś dostał od gwiazdora teleskop lub lornetkę to miał okazję od razu przetestować nowy sprzęt.
Osobiście święta spędzałem w okolicy Piły, więc do przyzwoitego ciemnego nieba miałem w zasadzie rzut beretem. Jednak sam wyjazd na obserwacje stał pod znakiem zapytania, wiecie jak to jest – nie wypada po prostu w Wigilię odejść od stołu i powiedzieć jadę na dzikie pole popatrzeć w gwiazdy ; ) Odpowiedni moment pojawił się dopiero po godzinie 23, wtedy udało mi się wyrwać z domu i udać na obserwacje. Pojawił się nawet chętny do towarzystwa – ojciec mojej żony. Nie zastanawiał się ani minuty na szczerze po cichu liczyłem.
Wieczorem Księżyc był już poza horyzontem. Wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy za Wałcz. W bagażniku statywy i lornetki APM 20×70 ED oraz APM 12×50 ED. Naszym celem był punkt niedaleko miejscowości Piecnik, tuż przed jeziorem Bytyń Wielki z dobrym widokiem na południe. Jakiś czas temu byłem w tym miejscu za dnia, gdy poszukiwałem potencjalnych miejscówek na takie okazje. Z każdym kilometrem niebo stawało się coraz bardziej ciemne co robiło wrażenie. Lokalne podwórko na Folwarku też jest przyzwoite, ale to nie to samo.

Po zajechaniu na miejsce Orion i jego okolice kipiały pod względem ilości gwiazd. W zasadzie w oddali było widać tylko jedną poświatę z Kalisza Pomorskiego, a po stronie wschodniej (która tej nocy mnie nie interesowała) było widać delikatną poświatę z Wałcza. Niebo było naprawdę ciemne i czyste, można było z łatwością łapać gwiazdy tuż przy samym horyzoncie między gałęziami drzew. Mogę śmiało napisać, że nocne niebo w tym miejscu było jednym z lepszych jakie widziałem w Polsce (ale nadal to nie Bieszczady). Miejscówka w okolicy Drawieńskiego Parku Narodowego okazała się trafiona.
Podczas obserwacji były takie obiekty jak M42, był też Jowisz ze swoimi księżycami, była Gromada Podwójna w Perseuszu, jak również Galaktyka Andromedy, która o tej porze roku jest w charakterystycznym pionowym wręcz ułożeniu. M31 była widoczna bardzo dobrze wraz ze swoimi dwoma sąsiednimi galaktykami satelitarnymi M32 i M110. Bez problemów udało mi się zobaczyć Galaktykę Trójkąta M33, która bardzo fajnie i wyraźnie odcinała się z tła w lornetce APM 20×70 ED, ukazując nawet subtelny zarys swojego kształtu. Od czasu do czasu zerkałem również na obiekty w lornetce APM 12×50 ED w nieco mniejszej skali, co również pod takim niebem dawało sporo satysfakcji. Bardzo dobrze było widać także M93 zlokalizowaną niżej w gwiazdozbiorze Rufy. Trochę żałuję, że nie byłem przygotowany na obserwacje pod kątem bardziej wymagających i wyszukanych obiektów, ale z drugiej strony miałem okazję podzielić się klasykami z teściem, który widział te obiekty w zasadzie pierwszy raz w życiu przez lornetkę.
Tej nocy temperatura była dość nieprzyjemna, a po pewnym czasie na termometrze ukazało się -13 stopni co zaczynaliśmy odczuwać co raz bardziej z każdą następną minutą. Pomimo odpowiedniego ubioru było nam po prostu zimno. Po około 1,5h obserwacji korpus lornetki był już oszroniony, a okulary zaczynały parować po zbliżeniu do nich oczu. Czas na powrót.

Podsumowując – obserwacje okazały się być bardzo udane. W końcu zaliczyłem wypatrzoną wcześniej za dnia miejscówkę i to podczas takiej nocy. W zasadzie to chyba jeszcze nigdy podczas Wigilii nie było mi dane obserwować. Było mroźnie, ale satysfakcja i zadowolenie były ważniejsze. Już nie mogę się doczekać powrotu w to miejsce, gdy tylko nadarzy się okazja. Może na wiosnę? : )
Do następnego razu!
Pozdrawiam!