Jakiś czas temu w naszej grupie padła propozycja, aby sprawdzić nowe miejsce do obserwacji, które pod względem jasności nieba jest gorsze niż folwark, ale z krótszym dojazdem dla większości osób. W końcu nadszedł moment, abym i ja mógł sprawdzić nocne niebo nad polem na pograniczu Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Wtorkowy wieczór w prognozach wyglądał obiecująco, gdyby nie Księżyc. Jednak pod dość sporej dawce chmur chętnych nie brakowało. Mógłbym nawet napisać, że tego wieczoru odbył się mini zlot „astroświrów” z Poznania i okolic. Poza stałą ekipą na miejscu pojawiły się także nowe osoby, w tym dwie Panie szukające pomocy i wsparcia w zakresie obsługi nowego teleskopu : ) Na miejsce dotarłem ostatni, więc kurs z podstaw obsługi mnie ominął.

Czas dojazdu do nowego miejsca mam w zasadzie podobny jak na folwark, jednak końcówka trasy jest bardziej wymagająca. Coś czuję, że przejazd po nieutwardzonej drodze po deszczu może być tu mocno utrudniony. Po przejechaniu niezliczonej ilości dziur w końcu dotarłem do mostku kolejowego, za którym znajdowało się już nasze miejsce obserwacji.

Na polu walki wyjątkowo przewaga wizuala i nowe nabytki. Jak to napisał kolega po zobaczeniu mojego zdjęcia – lupiarze w większości : ) Thomas i Polaris testowali swoje nowe refraktory, a inni korzystali z okazji i spoglądali razem z nimi. Do dyspozycji była też Synta w wersji flex, TS Marine 15×70, czy też Seestar, który łapał fotony nocnego nieba.
Mój czas tego wieczoru był mocno ograniczony, więc zabrałem ze sobą jedynie aparat i lornetkę APM 10×50 ED. Zerknąłem przede wszystkim na klasyki wokół Oriona, a potem powędrowałem do Syriusza, aby przypomnieć sobie widok gromad otwartych M46 i M47. Niestety blask Księżyca skutecznie uniemożliwiał sensowne obserwacje tych obiektów. Widoczne były jako wyblakłe plamy bez większego detalu – zarówno w APM 10×50 ED, jak i TS Marine 15×70.

Od czasu do czasu pokręciłem się jeszcze z jednej i drugiej strony pola, aby ustrzelić kilka ciekawych kadrów fotograficznych i po niespełna godzinie mojego pobytu nadszedł czas rozjazdów. Temperatura w okolicy -3 stopni zaczęła być odczuwalna dla sprzętów (i ludzi), które pojawiły się na miejscu kilka godzin przede mną.

Nową miejscówkę w okolicy wsi Wiry na południe od Poznania uznaję za zaliczoną i coś czuję, że w najbliższym czasie stanie się ona docelowym miejscem naszych wizyt astronomicznych. Podejrzewam też, że ze względu na lokalizację będzie bardziej atrakcyjna dla większości osób, a jeśli dzięki temu zwiększy się frekwencja i częstotliwość obserwacji to jestem jak najbardziej za : )
Do następnego razu!
Pozdrawiam!