Listopadowy poniedziałek przyniósł nam świetne warunki na nocnym niebie, niestety było też bardzo zimno – temperatura niby w okolicy 0, ale odczuwalna mocno na minusie (jeszcze następnego dnia czułem chłód tej nocy ; -) ). Jako, że okienko pogodowe przypadło na początek tygodnia to nie wszyscy mogli sobie pozwolić na obserwacje. Zanim dotarłem na folwark podjechałem jeszcze do kolegi Taffika pożyczyć parkę okularów Baader Morpheus 17,5 mm, a kilka dni wcześniej odebrałem zamówioną parkę 9 mm tej samej serii (do końca roku promocja). Na miejscu pojawiłem się w zasadzie w tym samym czasie co Michał, który zabrał ze sobą lornetkę TS Marine 15×70 i teleskop Svbony SV503 80 ED. Ja zabrałem Nikona 18×70 Astroluxe oraz lornetę kątową APM 70/90 SD APO – chciałem ostatecznie zdecydować, która z nich na ten moment bardziej mi odpowiada i z którą wersją zostanę na „dłużej”.

Na pierwszy ogień załadowałem do lornety kątowej parkę okularów APM 18 mm UFF. Widoki były bardzo przyjemne, wręcz kulturalne i ciężko było się do czegoś przyczepić. Skierowałem klasycznie najpierw na mgławicę M42 w Orionie, a potem M35 w Bliźniętach oraz M36, M37 i M38 w Woźnicy. Wszystkie obiekty w powiększeniu 22x wyglądały znakomicie. Potem skierowałem lornetkę na układ podwójny Nu Draco, aby go rozdzielić i sprawdzić kolimację. Gwiazdy są rozdzielone o około 60 sekund, więc idealnie nadają się do testowania na mniejszych powiększeniach. Kolimacja oczywiście bez zastrzeżeń w lornecie kątowej, a dwa składniki w takim powiększeniu stanowiły ucztę dla obserwatora.
Następnie Alcor i Mizar, czyli nieco bardziej luźny układ, ale nadal ciekawy i widoczny gołym okiem. Co innego separacja Mizar A i B wynosząca około 14 sekund. Tutaj potrzebne było większe powiększenie, ale w lornecie kątowej 70 mm z okularami 18 mm (czyli dalej około 22x) bez najmniejszych problemów rozdzieliłem gwiazdy. Wtedy spojrzałem na ten sam układ w Nikonie 18×70, gdzie gwiazdy również były od siebie oddzielone, ale odległość między nimi w powiększeniu 18x nie wyglądała już tak plastycznie.
Nadszedł czas na główny punkt wieczoru, czyli zastosowanie okularów Baader Morpheus 17,5 mm. Wycelowałem znów w M42, wyostrzyłem obraz i krzyknąłem „o ku….”. To jest to. Widok mgławicy w okularach z polem 76 stopni, do tego tak wygodnym i dostępnym względem lornetki prostej mnie pozamiatał. Wrażeniowo? Okno na kosmos. Przeskakiwałem raz po raz między Nikonem, a kątową APM sycąc każdy widok na swój sposób. Jakość obrazu, estetyka, barwy – co tu dużo mówić, pod względem astronomicznym w kątowej to wszystko było bez wątpienia bardziej urzekające. Już nawet nie chodzi o wygodę obserwacji, ale po prostu możliwość zastosowania dowolnych okularów, a te o nieco lepszej jakości dostarczają lepszych wrażeń jakościowych. Po chwili dorzuciłem do pieca, włożyłem okulary 9 mm (co przy ogniskowej 400 mm lornety dało powiększenie 44x) i było pozamiatane. Trapez w Orionie na wyciągnięcie ręki, tak oczywisty. Mgławica pofałdowana, z pięknym detalem, uf… Głowa eksplodowała od wrażeń. Dodatkowo tej nocy mieliśmy znakomitą przejrzystość w zimowym klimacie co tylko podbiło jakość oferowanego obrazu. Jeśli chodzi o Morfeusze to te w bino mają różne opinie, wiele osób ma problem z ich wrażliwością na nieosiowe patrzenie i faktycznie w niektórych ogniskowych problem czasami występuje, ale dla mnie nie na tyle, aby czuć jakieś niezadowolenie. Warto jednak o tym wspomnieć, a najlepiej przekonać się samemu. Z drugiej strony ich mała waga, wygodny ER, duża soczewka, spore pole widzenia i charakterystyczne odcięcie ramką okularu nocnego obrazu od otaczającego nas świata – coś pięknego.

Po chwili skierowałem lornetę na Jowisza, a tam widoczne dwa pasy – coś co oczywiście w lornecie 18×70 jest nie do osiągnięcia z przyczyn oczywistych. Potem raz jeszcze przytuliłem się do Nikona (na pożeganie?) i zacząłem rajd po nocnym niebie. Przestawienie się na mniejsze pole widzenia było niezwykle trudne… (sic, bo przecież Nikon ma okulary o polu około 70 stopni, lecz po dłuższym obcowaniu z morfeuszami wydawało się o wiele mniejsze!). Obraz cieszył, ale głowa myślami wracała do widoków sprzed chwili. W Nikonie zdemontowałem muszle, aby jeszcze lepiej móc objąć całe pole widzenia. Gwiazdy prezentowały się wybornie, ale raz jeszcze na granicy pola widać było „wirówkę”, a degradacja zaczynała się już w okolicy 80% od centrum. Ogólnie ta lornetka prosta pod ciemnym niebem wypadła bardzo pozytywnie (np. względem TS Marine), ale ciągnęło mnie do lornety kątowej. Miałem podobny wniosek jak podczas wcześniejszych obserwacji z Astroluxem – Nikon wypada dobrze, ale cały czas coś mnie w niej „boli”. Chyba chodzi o bardzo wysokie oczekiwania w obrazie względem ceny – to mi się po prostu nie łączy.
Razem z Michałem przez większość wieczoru spoglądaliśmy na najróżniejsze obiekty w różnych kombinacjach sprzętowych, głowa pękała od wniosków, ale te były dla mnie oczywiste. Tego wieczoru już wiedziałem, że Nikon wraca do Tomka pod Kraków (jeszcze raz dzięki za umożliwienie testów!), a ja wybieram lornetkę kątową. Trzeba mieć jednak na uwadze, że nie jest to wybór zero jedynkowy. Zarówno lornetka prosta, jak i kątowa mają swoje plusy i minusy. Największym plusem Nikona 18×70 (jak i innych lornet prostych) jest ich niewielki rozmiar, mobilność i jak sama nazwa wskazuje – prostota. Możemy ją zabrać na wyjazd w plecaku, wyciągnąć w razie potrzeby i gotowe. Obserwacje z ręki, czy też z podpórką to kolejny duży plus. W zasadzie, gdy tylko widzimy dziurę w chmurach możemy zacząć spontanicznie obserwować. Lorneta kątowa to już inne spojrzenie, bardziej teleskopowe, wymagające i pochłaniające więcej czasu. Żonglerka okularami (czyli coś czego nigdy nie lubiłem przy teleskopach) to z jednej strony wielki plus, bo możemy bawić się powiększeniami od 16x do x100 (jak i więcej), ale z drugiej minus – trzeba bardzo głęboko sięgać do kieszeni ; – ) Widok w szerokim polu z wygodnymi okularami jednak mocno mnie pochłonął i był główną kartą przetargową do podjęcia decyzji. Do tego cena – używana lorneta kątowa z podstawową parą okularów finansowo kosztowała mnie mniej niż używany Nikon 18×70. Tak więc lorneta kątowa zostaje, Nikona odpuszczam, ale na pewno będę szukał innej lornety prostej w okolicy 20x na szybkie wypady. Jednak, czy lorneta kątowa jest lepsza od lornety prostej do obserwacji astronomicznych? A może na odwrót? Jak widać odpowiedź nie jest wcale jednoznaczna i wszystko zależy od wymagań, doświadczenia i celu. Na dziś to tyle : – )
Do następnego razu!
Pozdrawiam!