Legendarna lornetka Nikon 18×70 IF WP WF Astroluxe, która została stworzona typowo pod obserwacje astronomiczne w końcu trafiła w moje ręce, dzięki uprzejmości kolegi Tomka (dzięki!). Na paczkę czekałem z niecierpliwością, tym bardziej po rozczarowaniu z klasykiem jakim jest lornetka Fujinon 16×70 FMT-SX2.
Cena Nikona skutecznie studzi mój zapał do kupna za każdym razem (używane to koszt około 6 tys. zł) oddalając ten plan na bliżej nieokreśloną przyszłość. W międzyczasie tak się złożyło, że kolega Tomek postanowił sprowadzić dla siebie jeden używany egzemplarz z Anglii i co więcej – po czasie podesłał mi go bezinteresownie na testy. Umożliwiło mi to spędzenie wielu dni i nocy z lornetką bez pośpiechu, aby ostatecznie sprawdzić co lornetka potrafi i czy faktycznie jest tak wybitna jak niektórzy uważają, a co najważniejsze – czy faktycznie się kiedyś na nią zdecyduję.

Lornetka posiada charakterystyczny dla tego typu wiekowych modeli zapach skóry, który tak samo można „poczuć” w lornetkach Fujinon FMT-SX2. W zestawie otrzymujemy solidny futerał z paskiem, jednak nie jest on zbyt poręczny jeśli chcielibyśmy z lornetką na ramieniu przemieszczać się podczas spaceru. Do tego zaślepki na obiektywy i dodatkowe muszle w formie nakładki, które możemy zaczepić na te oryginalne plastikowe. Co ciekawe, w zestawie nie ma żadnych zaślepek na okulary co mnie nieco szokuje, bo lornetka tej klasy powinna mieć solidnie zabezpieczoną optykę przed zarysowaniami. Dodatkowo możemy (a raczej musimy) zakupić dedykowany adapter jeśli chcemy zamocować lornetkę na statyw. Lornetka nie posiada klasycznego gwintu od przodu na mostku, adapter mocujemy podpinając się pod pręt. Jest to solidne mocowanie, które trzyma jak beton. Szkoda jednak, że nie wykorzystamy tutaj żadnego klasycznego adaptera od innych modeli.
Lornetka pewnie i stabilnie leży w dłoniach i jak na 70 mm przystało waży swoje, bo około 2 kg. Sporadyczne obserwacje z ręki, czy też z podparciem są możliwe, ale jeśli chcemy skupić się na astronomii statyw docelowo jest koniecznością.
Samuraj to wykonanie i mechanika na bardzo wysokim poziomie. Wszystko chodzi z odpowiednim oporem, cała konstrukcja jest odpowiednio spasowana i dopracowana, nie ma widocznych resztek kleju, niedoróbek itp.
Jeszcze przed pierwszym spojrzeniem otrzymałem „ostrzeżenie”, aby nie spoglądać nią w dzień, bo szybko mogę się zrazić. Chyba nikogo nie zdziwi, że tak właśnie zrobiłem ; ) Co tu dużo pisać – w dzień lornetka nie zachwyciła mnie praktycznie w ogóle i faktycznie – można się zrazić. Obraz nie był idealnie krystaliczny, czy też nazwijmy to – czysty. Brakowało mu przejrzystości, a do tego lornetka dość kiepsko radziła sobie z AC na słupach, drzewach, czy też ptakach. Ostrość na skraju pola leciała dość mocno, jednak o tym wszystkim naczytałem się już wcześniej, a moje dzienne obserwacje tylko to potwierdziły. To co od razu odnotowałem i w zasadzie samo rzuciło się w oczy, to pole widzenia. Ogromne i pochłaniające.


Zwróciłem również uwagę na muszle oczne lornetki. W zestawie posiada ona tak zwane „łezki”, które są doczepiane do oryginalnych plastikowych muszli. Szczerze bardzo na nie liczyłem mając nadzieję, że po pierwsze dobrze odetną boczne światła, a po drugie dadzą wygodnie dostęp do całego pola widzenia. Cóż, delikatnie mówiąc obserwacje z ich użyciem to katastrofa. Pola jest obcięte z około 70 stopni do blisko 50 stopni. W zasadzie dopiero po zdjęciu całkowicie „łezek” oraz plastikowych muszli mamy do dyspozycji pole wynoszące około 70 stopni. Jako ciekawostkę opisywaną również na forum Cloudy Nights dodam tylko, że możemy użyć tutaj również gumowych muszli od okularów astronomicznych (np. Tele Vue), które wypadają najlepiej – są wygodne i zapewniają dostęp do całego pola widzenia. Dzienne obserwacje nie trwały zbyt długo. Po około godzinie nieco zmieszany spakowałem lornetkę. Prawdziwy pazur sprzęt pokazać miał jednak dopiero w nocy.


I w końcu nadszedł wieczór… Podczas pierwszego nocnego światła niestety towarzyszył mi Księżyc (faza około 90%) i to on podczas obserwacji poszedł na pierwszy ogień. Nasz satelita wręcz oślepił mnie swoją jasnością, ale nie piszę tu o tradycyjnym blasku w okolicy pełni, który w każdej optyce potrafi dać oczom popalić. Miałem wrażenie, że między moim wzrokiem, a Księżycem nie znajduje się nic więcej, co potęgowało ten efekt. Co ciekawe Nikon 18×70 ma nieco mniejszą źrenicę wyjściową niż model APM 16×70 ED, a mimo to Księżyc walił po oczach zdecydowanie mocnej (i nie chodzi tutaj o konkretną fazę). Zapewne jest to zaleta dobrej transmisji, która w tej lornetce jest (podobno) na wysokim poziomie. Niestety na krawędzi Księżyca widoczna była delikatna aberracja co nie było jakoś uciążliwe, ale zdecydowanie widoczne. Do tego zauważyłem kilka odblasków, które powtarzały się regularnie podczas obserwacji Księżyca.

Jeśli chodzi o jakość gwiazd w centrum pola to jest naprawdę bardzo dobrze. Aldebaran, czy też Betelgeza wyglądały wręcz jak płonące pochodnie nasycone barwami co wyglądało fenomenalnie i przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie widziałem ich tak nasyconych kolorem. Zrobiło to ma mnie ogromne wrażenie tej nocy. W centrum pola gwiazdy są oczywiście punktowe niczym szpilki, ale ich jakość zaczyna spadać od około 75-80%, a na samej krawędzi pola zaczynają wręcz wirować jak w pralce i pozostawia to pewnego rodzaju niedosyt. W ogólnym odbiorze nie przeszkadza to aż tak bardzo – zazwyczaj spoglądamy na obiekt w centrum, a graniczne wartości pola są rzadko dostrzegane, tym bardziej przy 70 stopniach. Z drugiej strony jest to na pewno warte odnotowania, tym bardziej w lornetce za taką kwotę. Jeszcze mała uwaga – jeśli obserwujemy w dedykowanych muszlach skraju pola raczej nie dostrzeżemy – te ukrywają to co widoczne przy krawędzi, może celowo? ; ) Dodam tylko, że jakość gwiazd na skraju pola po prostu nie jest tak dobra jak np. w lornetkach Sky Rover Banner Cloud, ale z drugiej strony jest to parametr 18×70, który w astronomii ma zdecydowaną przewagę. Wielkość soczewki, powiększenie, czy po prostu konstrukcja typu porro – to dalej mimo wszystko dobra recepta na udane obserwacje i wrażenia w astronomii.

W powiększeniu 18x gromady M36, M37 i M38 w Woźnicy były przepięknie rozbite, składniki rozdzielone na pojedyncze punkty. Jednak najpiękniejszym widokiem tej nocy była dla mnie Gromada Choinka w gwiazdozbiorze Jednorożca, czyli NGC 2264. Jej delikatne gwiazdy układające się w kształt świątecznego drzewka w tak szerokim polu i otoczeniu były naprawdę urzekające i syciłem się tym widokiem przez wiele minut. M42 w Orionie również wyglądała przepięknie, można było dostrzec trapez i wyłuskać po wnikliwym przypatrywaniu się jego cztery składniki. M45, czyli Plejady to już klasyk, który najlepiej prezentuje się właśnie w powiększeniach między 15x, a 20x.
Przy zdjętych muszlach mogłem chłonąć całe pole widzenia 70 stopni, wystarczyło zbliżyć oczy pod okulary i mogłem zanurzyć się w obrazie, który dawał efekt niesamowitej przestrzenności i imersji. Myślę, że to najważniejszy atut tego instrumentu optycznego. Coś podobnego uzyskujemy w szerokokątnych obiektywach typu Baader Morpheus. Możliwość takiej percepcji kosmosu to nie lada gratka dla zmysłów. Jakbyśmy patrzyli przez otwarte okno na statku kosmicznym. Coś co w lornetkach jest naprawdę rzadkością.

Swój pierwszy kontakt z lornetką Nikon 18×70 Astroluxe pod nocnym niebem uważam za udany, pomimo obecności Księżyca. Jest to bez wątpienia jedna z lepszych jak nie najlepszych lornetek prostych 70mm z jakimi miałem do czynienia, choć pełna sprzeczności.
Główną zaletą japończyka jest duże pochłaniające pozorne pole widzenia okularów wynoszące około 70 stopni. Do tego rzeczywiste pole widzenia w deklarowanych 4 stopniach, co umożliwia bardzo łatwe nawigowanie po niebie i odnajdywanie wielu obiektów głębokiego nieba. Gwiazdy oddają przepięknie swoją barwę, są nasycone i punktowe. DSy w postaci gromad, czy też galaktyk są dobrze wyciągane z tła, nawet na podmiejskim niebie z Księżycem po drugiej stronie. Niesmak pozostawia oczywiście jakość na krawędzi pola i aberracja chromatyczna na jasnych obiektach. Do tego dedykowane muszle oczne, na które bardzo liczyłem, a które w moim odczuciu po prostu nie nadają się do obserwacji. Najlepiej jest obserwować bez muszli jednak ma to swoje pewne ograniczenia, ponieważ nie możemy wówczas „przylepić oka” do okularu (obraz znika). Należy obserwować z delikatnym odstępem, a to znów powoduje, że wszelkie światła boczne zaczynają nam przeszkadzać tworząc odblaski. Kompromisem może być tutaj użycie nakładki Bino Bandit lub wykorzystanie i dopasowanie gumowych muszli od okularów astronomicznych (np. od Tele Vue).
Podsumowując mam obecnie pewien problem z lornetką. Z jednej strony zapewnia sporo wrażeń, z drugiej ma pewne minusy (jak każda), jednak kluczowa jest tutaj odpowiedź na pytanie, czy lornetka ta jest warta swojej ceny (około 6 tys. złotych). Gdyby kosztowała połowę tego, czyli tyle co lornetki APM to na pewno bym się nie zastanawiał nad jej kupnem, ale w tym przypadku pozostaje pewna blokada i muszę z nią spędzić jeszcze trochę czasu, aby nabrać pewności (bądź nie) czy warto ją kiedyś nabyć. Całe szczęście dzięki Tomkowi mam taką możliwość za co jeszcze raz dzięki.
ps. swoją drogą Tomek kupił ją na angielskim eBay za bardzo dobrą cenę i to trochę w ciemno, a mimo to udało mu się dostać dobry egzemplarz zarówno optycznie, jak i mechanicznie, który na giełdzie w zasadzie nie występuje (przynajmniej w Europie). Na azjatyckim rynku można bez problemu kupić lornetkę (nową i używaną) i sprowadzić ją do Polski, co oczywiście wiąże się też dodatkowymi kosztami (opłaty celne, podatki itp.).














Do następnego razu!
Pozdrawiam!